#100happydays- czyli o sztuce radości

Hej!
W dzisiejszym poście chciałam wam opowiedzieć o akcji, o której sama dowiedziałam się przypadkiem w październiku 2015 roku i… zdecydowałam się wziąć w niej udział praktycznie od razu. Projekt nazywa się 100 happy days. Na czym to wszystko polega? Przez 100 dni pod rząd na dowolnym portalu społecznościowym (Instagram, Facebook, Tumblr- właściwie co komu odpowiada!) należy umieszczać po jednym zdjęciu przedstawiającym to, co uszczęśliwiło nas właśnie wtedy. Po prostu. Zdjęcie może przedstawiać cokolwiek- czekoladę, wyjście na spacer z psem, dobrze napisany test czy też nową koszulkę. Ważne, aby potrafić dostrzec, co wywoła u nas uśmiech każdego dnia- nie tylko wtedy, kiedy wydarzy się coś nadzwyczajnego.
Podobno 71% osób, które zaczynają to wyzwanie nie kończą go, tłumacząc się brakiem czasu. Podobno też osoby, którym już uda się potocznie nazywane przeze mnie „hepi dejsy” ukończyć, stają się optymistami, zaczynają doceniać to, co mają i  po prostu mają lepszy humor na codzień.
I wiecie co? Jako, że jestem jedną z tych osób, którym się udało przebrnąć przez te 100 dni, mogę z ręką na sercu przyznać, że to działa. Nie mówię, że nie było ciężko- więcej niż trzy miesiące to jednak dużo. Ale nawet w cięższych momentach starałam się pocieszać, próbować zauważać, że zawsze znajdzie się coś, co może mi ten humor poprawić. Udało się- nie przejmuję się porażkami tak bardzo, jak kiedyś, choć zawsze miałam z tym problem. W 2016, po prawie pół roku od zakończenia wyzwania podjęłam się go znowu, z tym, że w skróconej wersji- 50 happy days. Czas ten upłynął mi w mgnieniu oka- zresztą, tak samo było za pierwszym razem.
Zostawiam Was z kilkoma zdjęciami prosto z moich zimowych hepi dejsów. Dajcie mi koniecznie znać, co sądzicie o tym projekcie i czy w ogóle o nim kiedykolwiek słyszeliście! x

0 thoughts on “#100happydays- czyli o sztuce radości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

www.000webhost.com